czwartek, 23 maja 2013

Rozdział 22


Wysiadłam z samochodu i i...i sama nie wiedziałam gdzie mnie zabrał.Stałam na tak jakby jakimś wzgórzu,przed wielkim budynkiem!Stałam z zadartą Głową i wpatrywałam się,aż poczułam ręce Harry'ego na mojej talii!Uśmiechnęłam się do niego  i mocno wtuliłam!Hazz ucałował moje włosy i ruszył w stronę drzwi.W środku było równie ciekawie,jak i na zewnątrz,lecz nie przywiązywałam do tego szczególnej wagi!Za nim się obejrzałam,byłam już z nim w windzie.Odkąd weszliśmy do budynku,nie zamieniliśmy ze sobą nawet jednego słowa!Po czasie,która z dawała się trwać wiecznie,znaleźliśmy się w dużej i pustej sali!Sala była pusta,a jedynym otuleniem dla niej,były duże wszechstronne okna!Hazz złapał mnie za rękę i prowadził,po czasie znaleźliśmy się przy stoliku.Harry od sunął mi krzesło i jednym gestem ręki nakazał bym usiadła,po czym sam to uczynił!Siedzieliśmy w gromkiej ciszy,co strasznie mnie krępowało.Spojrzałam w okno,by starać się uniknąć wzroku Hazzy!Z okna rozciągał się piękny widok na Londyn...uśmiechnęłam się.
-Tu jest...tak pięknie!-westchnęłam.
Sama nie wiem czego,ale starałam się w jakiś sposób przerwać ciszę!Po moich słowach cisza,pogłębiła się.Z wielką irytacją jęknęłam,za to Harry tylko się uśmiechnął.Spojrzałam na niego rozzłoszczona,ale nie zdążył zareagować,gdyż prze szkodziła nam kelnerka.
-Dzień dobry,czy mo...-zaczęła.
-Poproszę lody,a dla tego pana sorbet!-rzuciłam szybko i konkretnie!
-Dobrze,a może jak..-kontynuowała.
-Dwie wody!-powiedziałam z irytacją.
Na jej twarzy pojawiło się zmieszanie,ale za to szybko je ogarnęła i poszła po zamówienie!Westchnęłam i spojrzałam po irytowana na Harry'ego!
-Iv!-zaczął cicho.
Nie zdobyłam się na słowa,spojrzałam na niego wrednie i odwróciłam wzrok!
-Ivy!-zaczął błagalnie.
Starałam się nie reagować.
-Ivy spójrz na mnie!-mówił.-Błagam!
Choć lekko zdruzgotana spojrzałam na niego,z żalem w oczach.
-Posłuchaj!-zaczął.-Przepraszam że tak się zachowuję,ale to...to przez ciebie!-rzucił.
Gdy powiedział ostatnie słowa,myślałam że się skopię,ale postanowiłam nic nie mówić i dać mu kontynuować.
-Zrozum,boli mnie to,że nie mówię ci tylu rzeczy,ilu chciałbym ci przekazać!-zaczął.-Nie mówię ci tego,jak piękna jesteś,bo borykam się z Nadzieją...że to wiesz!-przełknął ślinę.-Każdego dnia,gdy budzę się przy tobie...nie wierzę w to,że z powrotem ciebie mam.-mówił.-Wydaję mi się,że nawet nie wiesz jak mi na tobie zależy,jaka wyjątkowa i piękna dla mnie jesteś!-opowiadał.-Nie potra...-zaciął się.
Westchnęłam,myśląc czy więcej problemów nie posiada!Choć gdy prze analizowałam jego słowa...doszłam do wniosku,że faktycznie ostatnio jest jakiś dziwny!
-Harry!-zaczęłam.-Nie przesadzaj...przecież zanim od była się ta cała akcja z Tom'em,ty cały czas gadałeś,jaka to ja nie jestem i...-nie dokończyłam.
-No właśnie...przed rozstaniem!-mówił z żalem.-Odkąd się rozstaliśmy...wszystko się zmieniło!-zamarłam.-Nie wiem czemu,ale nie potrafię okazywać ci uczuć!-mówił.-Czuję się przy tobie dobrze,czuję się swobodnie...czuję wciąż to samo pożądanie i pragnienie.Ale odkąd do siebie wróciliśmy...ja zrozumiałem,że ty!...-przerwał.
...zajebiście!Tyle miłych słów na raz...czy on chce zemną zerwać!?Przełknęłam głośno ślinę!
-Ha-Ha-Harry!-powiedziałam lekko.
Byłam przerażona,patrzyłam mu prosto w oczy,a on chwycił moją dłoń i chyba zaczynał ponownie.Ach..nie dam mu odejść!
-...zrozumiałem że ty...Ty jesteś dla mnie kimś więcej!-dokończył,a ja..."Motylem Jestem".-Ten miesiąc..myślałem że nie przeżyję!Ty jesteś inna...dlatego tak strasznie się stresuję.-dokończył.-Nie jestem spięty,bo przy tobie się nie da,masz po prostu taką osobowość!Ale...kiedy cię wtedy zobaczyłem...ja...ja zamarłem!-za wszelką cenę nie chciał przerywać!-Ostatnio...twoje spojrzenie..twój dotyk,twój uśmiech...to sprawia,że nie potrafię bez ciebie żyć!Lecz gdy mam z tym,chodź by nawet najmniejszą styczność...sprawia że nie potrafię funkcjonować!-mówił.-Boję się,że jeśli ci nie dam odpowiedniej uwagi i opieki odejdziesz!Ale gdy tylko się pojawiasz...ja-ja-ja wariuję!Zawsze przy każdej dziewczynie,musiałem się jakoś kontrolować,a więc obdarowywanie ją komplementami,nie było trudne!Ale ta przerwa,pokazała mi jak ważna jesteś i to zabrania mi robić...chodź by najmniejszą głupotę!-opowiadał.-Nawet nie wiem,jak bez sensownie zabrzmiało to co powiedziałem...ale starałem się!-do kończył.
Sama nie wiedziałam co powiedzieć...bawiło mnie to i cieszyło równocześnie..to było dziwne!
-Jejku Harry!-zaśmiałam się.-Nawet jeśli coś spierdolisz...to i tak nie pozwolę ci odejść!-ścisnęłam jego dłoń mocniej.-Kocham cię takiego i rozumiem...choć nie możesz się wysłowić i cholernie mi słodziłeś!-zaśmiałam się i postanowiłam sprawdzić czy dalej się stresuję!-Przez to jak na ciebie działam...zaczynam robić się mokra!-powiedziałam z łobuzerskim uśmiechem.
Harry zaśmiał się i spojrzał z lekkim z dziwieniem,które szybko zniknęło mu z twarzy i zmieniły jego pełne usta w uśmiech!W duchu odetchnęłam,cieszyło mnie to,że jest ze mną tak szczery i otwarty...ale jego gadanie brzmiało trochę jakby chciał mnie zostawić...lub prosić o rękę!Pokręciłam Głową i miałam zacząć rozmowę,ale w tym momencie nasze lody Przybyły.Spojrzałam na Harry'ego,a on kręcąc Głową zaczął.
-Przepraszam że tak cię zdenerwowałem!-powiedział ze skruchą.
-Cieszę się,że starasz się być zemną szczery.-od powiedziałam.
Harry uśmiechnął się i przystąpił do komsumkcji!
-Wiesz!Chciałbym żyć z tobą...jak w każdym normalnym związku!-rzucił.
-Haha...ale ja nie jestem normalna!-zaśmiałam się.
-No tak,ale bynajmniej nie będę,hmmm nie będziemy się nudzić!-dodał.
-Nie ma to jak szukać pozytywów!-powiedziałam.
Harry uśmiechnął się i czas płynął już w miarę "normalnie".Dużo się śmieliśmy i spędzaliśmy czas jak każda normalna para!Niestety,przyjemny temat skończyły się...gdy przyszedł czas na święta!Doszło do tego,że niestety każde z nas obchodzi je osobno,co dość nas zasmuciło.Szybko na szczęście zmieniłam ten temat i zaczęliśmy gadać o wszystkim i...o niczym!
Każda chwili z nim była wspaniała.Dawałam sobie od początku do zrozumienia,że nasze spotkanie od początku było chore!Ten cały Tom...szybkie wakacje razem i te całe uczucia do siebie.Było to dość zabawne i jest...nie mówię tu o wielu okazywanych mi uczuciach przez Hazzę!Choć nie wiem czego!

                                                                     * * *

-Mówisz...że przy mnie robisz się mokra!-zaczął z tajemniczym uśmieszkiem.
-Har....!-nie skończyłam,gdyż jego usta namiętnie wpiły się w moje!Zaczęłam się śmiać i uśmiechać.Dziwiła mnie czasem jego szybka zmiana nastroju!Usiadłam na nim okrakiem,a jego pocałunki,które były coraz bardziej zachłanne,przeniosły się na szyję.Czułam przyjemne ciepło i prąd,przechodzące przez moje ciało.Tyle uczucia z jednego,na pozór zwykłego pocałunku!Harry nie tracił czasu,jego ręce od razu znalazły się pod moją bluzką i szybko zacisnęły się na mojej tali.Zaśmiałam się,tak strasznie kochałam jego bliskość!Po chwili poczułam brak jego warg,tulących moje...Otworzyłam pośpiesznie oczy i ujrzałam parę kocich,zielonych tęczówek,które z gromkim zdziwieniem wpatrywały się we mnie!
-C-co-coś nie tak!-zapytałam zdziwiona.
Hazz przejechał po mnie wzrokiem i pościskał za boki.Spojrzałam na niego dosyć dziwnie,za to on chwycił mnie i przerzucił przez ramię!Harry trzymał mnie jedną ręką za uda i podążał.Za nim się obejrzałam byłam w sypialni.Hazz postawił mnie na przeciw ogromnego lustra,które po od sunięciu prowadziło do garderoby.Postawił mnie przed nim,sam stając za mną!Czułam jedynie jego ciepły oddech na moim karku.Stałam i wpatrywałam się w swoją sylwetkę i nie rozumiałam o co mu chodzi!W ułamku sekundy jego ręce z powrotem znalazły się na mojej tali.Obmacał i pościskał ją jeszcze przez chwilę,po czym chwycił za moją koszulkę i najzwyczajniej na świecie ściągnął ją.
-Harry!-powiedziałam piskliwym głosem.
Nawet nie zareagował,z wielka powagą wpatrywał się w moje odbicie!Pokręciłam Głową i chciałam odwrócić się w jego stronę...ścisnął mnie za ramiona i mocno przetrzymał.Jego reakcja była dosyć dziwna.
-Ha...-otworzyłam usta.
-Co się z tobą dzieje?-powiedział oburzony.
-Noooo a co ma się dziać?-od powiedziałam pytaniem.
-Iv!-rzucił szybko i groźnie.
Przestraszyłam się go!Jego ręce coraz mocniej zaciskały się na moich ramionach,a on z wielką powagą i zaciśniętą szczęką patrzył na mnie.Przeszedł mnie dreszcz!
-Ha-Harry!-jęknęłam.
Jego uscisk lekko się poluźnił,a ja odetchnęłam.Harry patrzył na mnie,a w jego oczach zaczął pojawiać się żal,nie zrozumienie,pustka.Głośno westchnął,odgarnął moje włosy na prawą stronę i oparł swoją brodę na moim lewym ramieniu.Nic nie rozumiałam!
-Ha...-zaczęłam.
Spojrzałam na niego,a on pokręcił Głową..ucichłam.Hazz wciąż wpatrywał się w moje odbicie.
-Co ty ze sobą robisz?-szepnął cicho po chwili.
-Al..-chciałam się wysłowić.
-Widać ci żebra.-powiedział krzewiąc się i lekko po nich przejeżdżając swoimi palcami.-Dlaczego to robisz?-powiedział z żalem.-Czuję się jakbym przytulał wieszak!-mruknął złośliwie.
Na mojej twarzy pojawił się smutek.Nie robiłam tego celowo!Ja sama nie wiem co ostatnio się zemną dzieje.
-Czy ty masz jakieś kompleksy?-zapytał.-To przeze mnie?-mówił z przerażeniem.
-Nie,nie...no co ty?-szybko zaprzeczyłam.-Ja-ja nie robię tego celowo!-powiedziałam spuszczając głowę.
Hazz całkowicie zwątpił i chyba sam się pogubił.Dało się zauważyć,że trochę mu ulżyło,że nie było to przez niego.Stałam tam i zauważyłam to co on...dopiero teraz!Byłam blada,miałam sińce pod oczami i fakt faktem...wyglądałam jak wieszak.Wzdrygnęłam się...wyglądałam strasznie!Każdy kolor na mojej twarzy...odszedł.
-Idziemy do lekarza!-zażądał ostro.
-Co?-prawie wrzasnęłam,nienawidziłam lekarzy.-No chyba nie!-dodałam.
-Tak Ivy i nawet nie dyskutuj!-powiedział twardo.
-Nie!-krzyknęłam.-Mogę decydować o sobie i nad tym nie będziesz maił kontroli!-krzyknęłam.
Czułam rosnące napięcie między nami.
-Myślisz że nie widzę jak mdlejesz,jak kręci ci się w głowie?-powiedział zły.-Przed koncertem!-powiedział,a na moim ciele pojawiła się gęsia skórka.-Ściskałaś tą zasłonę i coś mamrotałaś...myślisz że tego nie widziałem?-zapytał zły.
-Al..-zaczęłam.-Ale to co się dzieje zemną,to nie twoja sprawa!-powiedziałam twardo...bolało mnie to,że się tak stresuje tym,co dzieje się ze mną.-Panuje nad tym i jeśli zechcę pójść do lekarza...to pójdę!-powiedziałam stanowczo.
-Nie!-szybko zaprzeczył.-Nie umiesz o siebie zadbać.Masz jeszcze pretensję,że się o ciebie martwię!Masz iść i koniec!-podniósł głos.
-Nie jestem twoją zabwaką i nie krzycz na mnie!-zaczęłam.
-Będę robił co będę chciał!-powiedział stanowczo.-Tu chodzi o twoje zdrowie,jestem twoim chłopakiem,a ty nawet nie mówisz mi co się z tobą dzieje!-powiedział z pretensją.-Myślisz że łatwo jest gdzieś wyjechać i nie myśleć czy akurat teraz nie leżysz na podłodze?-krzyknął.
 -No właśnie jesteś tylko moim chłopakiem...tylko!-krzyknęłam.
-Tylko?-powiedział rozzłoszczony.-Dobrze..niech ci będzie,jestem "tylko" chłopakiem,ale to co do ciebie czuje nie ma określenia i nie zmieni się od poziomu który mi nadasz!-powiedział.
-Super!Ale skoro ja przeszkadzam ci w pracy...
-Powiedziałem że jest mi ciężko,bo się martwię..to źle?-powiedział.
-To ja mam lepsze rozwiązanie!-powiedziałam głośno.-Skończmy to raz,a dobrze!-Harry zbladł.-Nie będziesz musiał się martwić...bo nie będziesz miał już o co!-dodałam z powagą.
-Co ty kurwa w ogóle mówisz?-powiedział wkurzony unosząc głos.
-Jeszcze masz na mnie czelność krzyczeć?-powiedziałam zła.
-Tak!-wrzasnął stając na przeciw moje twarzy.-Będziesz robić co ci karzę...jasne?-powiedział zaciskając szczękę.-Jesteś moja i przestań mi grozić tym,że to koniec!Pójdziesz do tego pieprzonego lekarza,czy tego chcesz czy nie!-krzyczał mi prosto w twarz.
Bałam się go!Widziałam jego rożne zachowanie...ale to?Byłam wściekła i przestraszona....ale nie mogłam mu tego pokazać!
-Nie jestem rzeczą,że mam być twoja!I przestań się na mnie drzeć...może mnie jeszcze pobijesz co?-krzyknęłam.-Niby tak strasznie mnie kochasz i niby jestem częścią ciebie!-mówiłam.-A kto ostatni mnie wyzywał od kurw i dziwek?Hmmm?Kto teraz sprawia że się boję? -powiedziałam zanim pomyślałam.
Harry odsunął się!Wszystkie kolory zeszły z jego twarzy,a on ruszył w stronę drzwi.
-Ja-ja po prostu chciałem dobrze!-powiedział z żalem.
Po chwili nie było go w pokoju,ja stałam jak wryta i analizowałam wszystko co się wydarzyło.Jak mogłam?Wyszłam powoli z pokoju i zaczęłam kierować się w stronę schodów.Nie mogłam go tak traktować i nawet nie wiem,dlaczego to tak wyszło?Zbiegłam po schodach i zobaczyłam jak powoli zakładał kurtkę!
-Harry.-powiedziałam,a łzy na mojej twarzy rozlewały się po niej jak wodospad.Hazz spojrzał na mnie i nie wiedział co zrobić.Podeszłam do niego nie pewnie..bałam się że mnie od trąci!Stałam na przeciw jego twarzy ,a jedyne co na niej było to:zdziwienie,strach i żal.Patrzyłam się prosto w jego oczy i ani on i ani ja nie zrobiliśmy nic.Łzy lały się strumieniem...padłam na kolana!Przytuliłam twarz do jego dolnej części ciała,a rękoma ściskałam z całej siły jego uda!Łzy moczyły jego spodnie,a ja trzymałam go jak małe dziecko.Tak strasznie się bałam że go stracę.
-Przepraszam!-szeptałam płacząc jeszcze głośniej.-Tak strasznie przepraszam!-łkałam.-Za-zachowałam się jak suka...przepraszam!
Nagle poczułam jak Harry kuca!Puściłam go,a on usiadł na podłodze.Złapał mnie w tali i przysunął do siebie,tak że usiadłam na nim okrakiem.Dosyć nie pewnie wtuliłam w jego zagłębienie,między szyją,a jego ramieniem,zaś on mocno mnie przytulił.Oboje mieliśmy dość przyśpieszone oddechy,a ja lekko drżałam.
-Przepraszam.-szepnęłam.
Harry pokręcił Głową.
-Kocham cię!-szepnął,mimowolnie uśmiechnęłam się.-Przepraszam że tak cię wystraszyłem i miałaś rację,że powiedziałaś,że...
-Nie Hazz nie miałam!-powiedziałam odrywając się od niego.-Nie miałam..słyszysz!-mówiłam z powagą.-Ty robisz wszystko bym była bezpieczna,boisz się i troszczysz!-dodałam.-Ja-ja po prostu boje się lekarzy!-wydukałam.-A po za tym,pierwszy raz ktoś aż tak się o mnie troszczy!-rzuciłam.-Nie mogłam powiedzieć,że to koniec,nawet nie powinnam...
-Haha...-zaśmiał się.-Myślisz,że nawet gdyby to był koniec dał bym ci spokój?-powiedział rozbawiony,nie odpowiedziałam.-Nie dałbym ci żyć,dopóki bym nie wiedział,że wszystko jest dobrze!-powiedział spokojnie.-Po prostu...ach cholernie się o ciebie martwię..a raczej boję!-westchnął.-Jeśli coś jest nie tak...skręca mnie od środka!Nie potrafię się cieszyć,kiedy widzę jak cierpisz.-mówił spokojnie.
Harry mocniej mnie do siebie przycisnął i lekko łapiąc za brodę...podarował słodkiego całusa.
-Dziękuję!-powiedziałam,a łzy ponownie zaczęły potop.
Nie wiem dlaczego tak się zachowałam?Bycie ponownie w jego ramionach...koi i uspokaja mnie tak,jak nic innego i zapewne nigdy!Czuję się taka bezpieczna.
-Ej...Kochanie nie płacz!-powiedział.
-Nie jesteś już zły?-zapytałam nie pewnie.
-No co ty na ciebie?-rzucił.-Nigdy!
Uśmiechnęłam się i ulżyło mi,że z powrotem go mam!Nie wyobrażam sobie bez niego minuty,a co mówić życia!
-To co pójdziesz do lekarza?-zapytał spokojnie.
-Tak!-rzuciłam.-...ale po świętach!-dodałam.
-Dobrze!-dodał rozbawiony.
Siedziałam tak w niego wtulona...jeszcze spory czas!Kochałam być przy nim i pawać się jego zapachem i tak jak wspaniale mnie tulił.Z powrotem słyszeć tyle miłych i ciepłych słów na raz/...które były słyszalne tylko dla nas.Smakować jego warg i żyć bez zobowiązań.
Harry powoli zaczął się wiercić,spojrzałam na niego pytająco,a on rzucił że zaraz wróci!Uśmiechnęłam się słabo i ponownie poczułam chłód,opuszczając jego ciało.Na mojej twarzy pojawił się grymas.
Harry'ego nie było przez dłuższy czas...ale nie chciałam mu przeszkadzać!Wstałam i po cichu wdrapałam się na schody.Przysunęłam się do ściany i przysuwając nogi pod klatkę piersiową,potulnie się skuliłam.Delikatnie opierając brodę na kolanach,mogłam obserwować salon i pokoje znajdujące się parę schodów ode mnie.Siedziałam i czekałam na najlepsze co spotkało mnie w życiu,kiedy wyłoniło się zza rogu.Wysoki,dosyć postawny i zabójczo przystojny chłopak...jeśli tak go mogę nazwać,z gromkim uśmiechem zaczął podążać w moją stronę!Uśmiechnęłam się,a on szybkim krokiem ruszył ku górze.Będąc coraz bliżej,zauważyłam dwa kubki w jego dość sporych dłoniach.Podszedł do mnie i bardzo powoli wręczył mi kubek,zaraz siadając obok mnie.
Poznając po zapachu,jak i po samym wyglądzie,wiedziałam że to...
-Gorąca czekolada po mojemu!?-powiedziałam zdziwiona.-Nie piłam jej od..długooo!-dodałam z nie dowierzaniem,po czym jak najszybciej upiłam jej łyk.-Mmmm!
Harry słodko się uśmiechnął i przysunął mnie do siebie,przytykając nasze ciała,do dużego i dość zimnego okna,zaraz za naszymi plecami.Wtuliłam się w niego najmocniej jak tylko mogłam,przy czym poczułam jego ciepłe wargi na moim karku i szyi.
-Haha!-prychnęłam po chwili śmiechem.
-Nie żeby coś...ale co cię tak bawi?-powiedział,lekko zdezorientowany Hazz.
-Z mojego życia...wieczna "POMPA"!-rzuciłam.
Harry parsknął śmiechem i pokręcił Głową.Czasem prawda bawi,mnie aż za bardzo!Od zawsze mam pod Górę i jestem już chyba tak do tego przyzwyczajona,że nie robi to na mnie różnicy.
-Wiesz...mam taki pomysł!-powiedział po chwili,z gromkim zamyśleniem.Spojrzałam na niego pytająco,czekając na nie uniknianą kontynuację.-Co byś powiedziała,gdybyśmy tak wybrali się jutro dooo...-ciągnął,a po jego minie wnioskowałam,że raczej nie jest skłonny odpowiedzieć.
-Harry!-powiedziałam udając oburzenie i lekko go szturchając w prawe ramię.
-No już już!-zaśmiał się.-...do chłopców.-dokończył.-Co prawda moglibyśmy pojechać do mnie,ale jaki jest w tym sens,skoro teraz też jesteśmy sami!-powiedział z kuszącym uśmieszkiem.
Zaśmiałam się na to i pokiwałam Głową,dając mu tym szybką i bezpośrednią odpowiedź,gdyż właśnie zniżałam wargi w płynnej,jak i wciąż lekko gorącej cieczy.Hazz ponownie obdarował mnie swym nie powtarzalnym uśmiechem,który zawsze nadawał barw moim dniom.
Czasem bawiło mnie to jak opisuję go w myślach,czy to co w danej chwili robi!Uśmiechałam się i z chwili na chwilę coraz bardziej pogrążałam się w zamyśle...z którego mnie wyrwał!
-To o której jedziemy?-zapytał zaciekawiony moją odpowiedzią.
Co prawda to pytanie,wprowadziło mnie w mętlik...bo,bo,bo...przecież ja pojutrze wyjeżdżam!
-Boże!-powiedziałam klepiąc się otwartą ręką w czoło.
-Co?-zaśmiał się.
-Pojedziemy do nich o,o,o....o 14!tak,tak będzie dobrze.-powiedziałam,ale chyba bardziej do siebie niż do kogokolwiek innego.
-A mogę wiedzieć czego tak późno?-zapytał z zaciekawieniem.
-Bo muszę się spakować!-powiedziałam.-Ale to chyba zacznę już!-powiedziałam stanowczo,powoli wstając.
Podnosiłam się już na równe nogi,gdy.
-Ej!-krzyknęłam piskliwie,gdy poczułam na swoich biodrach czyjeś ręce,które w ułamku sekundy,sprowadziły mnie z powrotem na ziemię...;/
-Gdzie się wybierasz?-powiedział całując mnie w policzek.-Wciąż jeszcze nie odpowiedziałaś na moje pytanie!-udał oburzenie.
-Przecież wylatuję pojutrze!-powiedziałam z grymasem,na co Hazz też nie zareagował entuzjastycznie.
-No chyba nie!-krzyknął.
-Niestety!-rzuciłam smutno.-Jest już 19!Nie mogę tyle siedzieć!-powiedziałam ze smutkiem.
-Ale ja...ale bez ciebie..i ty tam?Boże!-powiedział załamany.
-Haha!
-Nie rozumiem cię kompletnie!-odpowiedział kręcąc Głową.
-Oj Harry!-powiedziałam rozbawiona.-Przecież nie zatrzymam cię tu,a przede wszystkim,nie będę spędzać świąt sama!-powiedziałam stanowczo.
Hazz posmutniał i najwyraźniej się zamyślił.To było trudne,ale żadne z nas nie mogło nic z tym zrobić...niestety!
-To możee,zamiast do chłopców..to zostaniemy tu i,i no wiesz!-zaczął.
-Haha...Chyba cię boli Styles!-zaśmiałam się.
-No wiesz co?-oburzył się.-Aż tak ci ze mną źle?Aż tak?-mówił z nie dowierzaniem.
-Przestań!-rzuciłam stanowczo.
-No ale buziaka dasz...prawda?-powiedział dziecinnym tonem.
-Kiedy tylko zechcesz!-mruknęłam.
Widocznie zadowoliła go ta odpowiedź,bo zaraz przykleił się do moich ust...ale bezpowrotnie!



środa, 8 maja 2013

Rozdział 21


-Mówisz poważnie?-zapytałam zdziwiona.
-Tak!-od powiedział.-Nie wiem co w tym dziwnego.-rzucił.
-No w sumie..to dosyć miłe!-uśmiechnęłam się.
-To znaczy,że jesteśmy umówieni?-powiedział lekko zmieszany.
-Tak.-powiedziałam dumnie.
-To do jutra!-mrugnął.
-Pa.-od powiedziałam szybko.
Pokręciłam głową patrząc na tą sytuację i na odchodzącego w oddali Harry'ego.Już miałam zamykać drzwi,gdy...
-Ivy?-powiedział idąc z powrotem w moją stronę.
-Hmmm?-mruknęłam.
-Kocham cię!-powiedział rozkosznie,zaś ja się zaśmiałam.
-Też cię kocham!-rzuciłam,a on musną moje usta.
Zaśmiałam się ponownie,on naprawdę czasem był rozwalając.Powoli od prowadzałam go wzrokiem do bramy.Uśmiechnęłam się widząc że jest już za nią i sama postanowiłam wejść do środka.Nie mogę w to uwierzyć,że jego chora wizyta w progu,była tylko po to aby zaprosić mnie na randkę.Mimo że byliśmy razem już sporo czasu,to z jego strony było to dosyć słodkie,że zaprosił mnie na nią.W domu było strasznie nudno...po prostu można było dostać "mind fuck'a"!Jak zwykle włączyłam TV i jak zwykle...NIC!Usiadłam wygodnie na sofie i zaczęłam oglądać jeden z Amerykańskich programów "E".Leciał tam jakiś reportaż na temat życia..dobra nawet nie wiem kogo.Patrzyłam się w ekran iiii...
                                                                             (...)                                                         
-Czego się śmiejesz?-zapytał.
-Co ja?Nie...-powiedziałam rozbawiona.
-Nie ufasz mi?!-oburzył się lekko.

-Nie!Po prostu nie lubię niespodzianek!-od parłam.
-Spokojnie już dochodzimy!-odezwał się.
Lekko się stresowałam,nie wiedziałam gdzie mnie zabiera!Byłam bardzo podekscytowana,a jednocześnie zestresowana!Po chwili poczułam jak jego dłonie napierają na moje ramiona,lekko mnie uginając.Zginałam się lekko i bardzo powoli w dół.Muszę przyznać,że dosyć ciężko się siada,jeśli nic się nie widzi.Gdy nareszcie udało mi się usiąść,delikatnie poprawiłam moją sukienkę,by bardziej mnie zakryła.Odetchnęłam!
-Gotowa?-zapytał będąc za mną.
-Tak!-od powiedziałam z ekscytacją.
Otworzyłam szeroko oczy i patrzyłam na lekko z suwającą się chustę z moich oczu.Po chwili chusta leżała u moich stóp,a moim oczom ukazał się przepiękny widok!Siedziałam,a może siedzieliśmy..haha!W każdym razie na brzegu jeziora.Duża i rozłożysta,płacząca wierzba dawała nam jedyny otuch cienia i lekko chłodnego wiatru!Za rozciągającym się jeziorem,pomiędzy trawami w oddali,widniał piękny i rozciągający się widok miasta.Głośno wzdychając,podziwiałam to piękne miejsce i dość mimowolnie,na mojej twarzy zagościł...uśmiech.Spojrzałam na Damiana i miałam ochotę rzucić mu się z radości na szyję!Był naprawdę niewiarygodny.
-Uśmiechasz się!Hmmm,zapewne ci się podoba!-powiedział nie pewnie,lecz bardzo wesoło.
-Żartujesz,tu jest nieziemsko!-powiedziałam.
-Są lepsze miejsca!-od powiedział.
Na jego słowa,wprost wywróciłam oczami.
-Nie ważne gdzie...ważne z kim!-dodałam.
-No ja mogę z tobą wszędzie!-szybko rzucił.
Uśmiechnęłam się,co on szybko odwzajemnił.Było mi tak miło w jego towarzystwie,że gdybym mogła,to była bym obok niego całe moje życie!Nawet nie wiem kiedy,lecz dosyć szybko wpadłam w zamysł i pogrążyłam się w przyszłości!Jedyne co sobie wyobrażałam,to tańczących nas razem do końca życia!W mojej głowie roił się obraz "nas"..."nas" tańczący układ z którego z każdym krokiem stawaliśmy się coraz starsi!Powoli każde z nas opuszczało swoje ciało i słabło...aż nic z nas nie zostało,jedynie nicość i bezkresna pustka!Ale mimo tego w moim sercu wciąż tętniło życie!Nie kontrolowanie,moja głowa opadła na jego kolana i tam spotkała się z jego rozbawionym spojrzeniem.Lekko się zarumieniłam i szybko podniosłam,zaś on prychną ze śmiechu.
-Przepraszam.-powiedziałam pusto.
-Ale ja nie powiedziałem,że mi się to nie podoba!-powiedział z zadziornym uśmieszkiem.
Przegryzłam wargę i lekko się w tym pogubiłam.Usiadłam i powróciłam do mojej dawnej pozycji!To była jedna z najdłuższych,cichych chwil "EVER"!Po chwili poczułam jak ktoś gładzi moją dłoń,szybko się odwróciłam.Przeszedł mnie dreszcz,gdy zobaczyłam Damiana,gładzącego moją rękę,od ramienia,aż po palce,jednym z polnych kwiatów!Damian zaśmiał się,co szybko odwzajemniłam,lecz ciut nie pewnie.Spuściłam wzrok,wbijając go w dół.Było to strasznie krępujące,on był ode mnie starszy i do tego,lekko nade mną dominował.Z wielką nie chęcią i na przymus spojrzałam na niego,na skutek tego iż podniósł ku górze mój podbródek.Jego oczy płonęły.Lekko się z denerwowałam,lecz on miał wielką de terminację,którą okazywał spojrzeniem i mimiką ciała.Przegryzłam wargę,a w tym samym czasie on ją oblizał...jego twarz była nie bezpiecznie blisko mojej!Nawet nie zdążyłam tego przetrawić,gdy jego wargi zaczęły lekko pieścić moje.Dość nie spodziewanie,zaczęłam pogłębiać pocałunek z lekką dominacją,na co nie narzekał!Po chwili leżałam,na kocu,a moje włosy tonęły w gęstej,otaczającej nas trawie!W pewnym momencie jego dominujące nade mną ciało,znalazło się pomiędzy moimi nagami!Jeszcze mocniej przyciskając mnie do siebie,pogłębiał pocałunek.Moje ciało wypełniało stado dzikich motyli i przechodził je dreszcz,zaś moje serce biło w nie naturalnie szybki sposób!Powoli zaczynało brakować nam tchu i każde z nas zaczęło opuszczać,nawzajem wargi partnera.Próbując unormować oddech,spojrzałam w jego płonące,niebieskie tęczówki.Patrzyłam się w nie,lekko oblizując usta,które do tej pory nigdy nie byłe tak pieszczone!
-Kocham cię!-szepną stykając się zemną czołem.
Dość szybko oddychając,nie mogłam w to uwierzyć,lecz za wszelką cenę chciałam mu od powiedzieć.Przysunęłam się bliżej niego i musnęłam jego wargi......uśmiechnął się!
-Też cię kocham....bardzo!-dodałam.-I nigdy się to nie zmieni!


-Jesteś taka piękna.
Gdy to usłyszałam,moja twarz zaczęła tonąć w nieregularnym rumieńcu.Nigdy nie słyszałam takich komplementów od chłopca.
-Kocham cię.-szepną.-Czasem zastanawiam się,czym byłoby moje życie bez ciebie?-powiedział.-Puste...blade,ciche i bez krzty sensu!-rzucił.

-Jesteś cudowna!-mówił.

-Kocham twoje wargi!-rzucił.-Są takie ciepłe,słodkie i pełne uczucia!-uśmiechnął się.

-Uwielbiam jak się rumienisz!-opowiadał.

-Mógłbym się słuchać całe życie!-dodał.-Jesteś taka słodka.

-Wiesz co?-zapytał,a moja cisza była jego odpowiedzią.-Jesteś moim małym,kochanym serduszkiem.Bijesz dla mnie codzienie z coraz wiekszą siłą,która co dzień daje mi nowe i lepsze życie!
 To co mówił,słyszałam codziennie i prawie co 30 minut.Czasem jego słowa rozbrzmiewały mi w głowie wielokrotnie!Był dla mnie taki..miły..ciepły iiii..

Gdy tylko go zobaczyłam poczułam gorycz i narastającą złość.Nie zwracałam uwagi na to,jak teraz wyglądał,lecz na to co bez niego mnie spotkało!Czułam ochotę wybuchu.Stanęłam na przeciwko niego  i patrzyłam prosto w jego głębokie błękitne tęczówki,które z lekka wypełniały się łzami.
-Czego chcesz?!-warknęłam.
Damian przełknął głośno ślinę,po czym głęboko westchnął,zbierając w sobie siły.
-K-kto co to zrobił!?-powiedział z przerażeniem,patrząc na moje ciało,które nie stroniło od siniaków!
-Ty!-rzuciłam oschle.-Zostawiłeś mnie,zostawiłeś...a tak nie dawno mówiłeś,że nic po za mną nie daje ci radości,siły i życia!-prawie krzyczałam.-Że każda chwila beze mnie,to dla ciebie fala cierpień!-powiedziałam rozgoryczona.-Twierdziłeś,że moja krzywda i moje najdrobniejsze cierpienie zabija cię!-uniosłam głos.
-B-bo,b-bo tak jest!-jęknął.
-Skoro tak!To powinieneś już dawno zdechnąć!-wrzasnęłam.-Każda moja rana,każdy mój siniak i krwiak jest dzięki tobie!A ich liczba nie sutannie powiększa się co dzień...od 5 miesięcy!-krzyczałam.
-P-p-p-przepraszam.-za jąkał się.-J-ja..j-ja.-mówił.
-Gdybyś mi od razu powiedział,że chcesz mnie zostawić i że masz mnie w dupie....to może nie musiałabym tak teraz cierpieć!-mówiłam.-Skrzywdziłeś mnie nie tylko fizycznie...ale również psychicznie,zostawiając mnie bez słowa!-krzyczałam.
-J-ja..przepraszam!-mówił a jego twarz tonęła.-Ja,ja.
-Wiesz co?Pieprz się ze swoim przepraszam!-powiedziałam już prawie wychodząc.-O i nie bój się,jeśli zdechniesz to dla mnie będzie to bez różnicy...dla mnie byłeś martwy od zawsze!-krzyknęłam.

Poczułam mocny Skórcz...ponownie zaczęło mi się kręcić w głowie iii ja...

-Zdechłem dla ciebie?Byłem dla ciebie nikim?-mówił rozzłoszczony.-To kto?Pytam się kto,szeptał i mówił ci te wszystkie słowa?-krzyczał.-Pytam się kto?Przeze mnie bynajmniej nie musiałaś rezygnować z czegoś co kochałaś!-warczał.-A on?On robi wszystko,wszystko aby cię skrzywdzić!Jest arogancki i nie czuły..traktuję cię jak obiekt seksualny!-mruknął.-A ty jeszcze go kochasz!Czy po tym wszystkim co przeżyliśmy...nad zwyczajniej mnie nie pamiętasz?-krzyczał.
-Ale ty,ty nie żyjesz!-powiedziałam.-Czego ty ode mnie chcesz?-warknęłam.

-Haha co ja chcę!-powiedział z kipnął.-Chcę zrozumieć jak możesz być z tym dupkiem i nie pamiętać o mnie!?-rzucił.-Nie pamiętasz co mi powiedziałaś?-powiedział.
-Pamiętam...!-mówiłam.-Powiedziałam że jesteś,byłeś i zawsze będziesz dla mnie martwy!-powiedziałam z pogardą.-Nie pamiętasz?-dodałam.

-Wcale że nie!-powiedział niczym małe dziecko.-Powiedziałaś że zawsze będziesz mnie kochała!A teraz nie ma mnie,nawet w twojej głowie!Wszystkim jest on..wszystkim!-rzucał.-A on nawet cię nie docenia!-mówił.-Nie mówi ci jak bardzo piękna jesteś!Nie mó...-zaczął.
-Ale za to codzień mówi jak bardzo mnie kocha!Daje mi bezpieczeństwo i robi wszystko bym nie tylko czuła się,ale wiedziała że jestem!Jest przy mnie,gdy tylko tego zapragnę.A jego każdy pocałunek,mówi jak bardzo mnie kocha...jak bardzo mu na mnie zależy!-opowiadałam.
-Czy ty nie widzisz co on z tobą zrobił?-powiedział ze zdziwieniem.-Jesteś inna,a o mnie nawet nie myślisz,traktujesz jak puste wspomnienie,a do..-zaczął od nowa.
-On nareszcie pokazał i dał do zrozumienia czego chcę!-rzuciłam.-I traktuję cie tak,jak jest...jesteś dla mnie niczym!-powiedziałam z pogardą.-Za każdy jego pocałunek dałabym się rzucić w ogień,a za spędzenie z nim,chodź by nawet godziny,byłabym w stanie przeżyć cały koszmar z Tom'em od nowa!-krzyknęłam.
W ułamku sekundy Damian znalazł się niebezpiecznie blisko,mojej twarzy!I patrzył wprost na mnie.
-Skoro tobie jest ciężko,poświęcić chodź by skrawek myśli "Mnie",to..-powiedział.

-Nawet nie jesteś wart t...-warknęłam nie dokańczając.
-...to on też nie będzie cię miał!-rzucił oschle.
Gdy to usłyszałam chciałam się odszczeknąć,ale on...
                                                                        (...)
-Ach..achhhh!-oddychałam.
Nie mogłam w to uwierzyć,w to co właśnie się wydarzyło!To było okrutne i bez wyrazu!Te wszystkie wspomnienia i to co zrobił...boże!Czego on ode mnie chce?Przetarłam oczy i zaczęłam powoli unormowywać oddech.Westchnęłam głęboko i spojrzałam na zegarek...15:15?Boże to ile ja spałam?Z resztą to nie ważne,o 18 miałam mieć tą całą randkę...więccc,mam jeszcze sporo czasu!Postanowiłam powlec się do kuchni i coś zjeść....zasłużyłam!Cały czas miałam przed oczami ten dziwny sen!Słowa Damiana rozbrzmiewały w mojej głowie i tworzyły w niej mętlik.Sama nie wiedziałam skąd i dlaczego pojawiały się u mnie te..."schizy"!Tak,to było jedyne słowo które do szczętnie trafiało w obrót sprawy.Przetarłam ponownie oczy i wzięłam się za komsumkciję moich płatek.Po czasie zrozumiałam,że większość czasu grzebałam się w nich..niż cokolwiek ruszyłam.Owinęłam się z powrotem kocem i położyłam się na sofę...było mi tak strasznie miło!Wtuliłam się w koc i postanowiłam usnąć,gdy nagle usłyszałam dzwonek mojego telefonu!Myślałam że zwariuję!Zwlekłam się z sofy i pobiegłam do kuchni,po telefon.Co prawda chyba z 5 razy się zastanawiałam co on tam robi..ale!Odblokowałam go i pośpiesznie odebrałam.
-Tak!-rzuciłam.
-Hej Słonko,mam nadzieję że dzisiejszy wieczór aktualny?-zaśmiała się.
-Oczywiście!-od powiedziałam.
-To super,widzimy się za...hm hm hm..15 minut!-rzuciła i rozłączył się.
Rzuciłam telefon na sofę,po czym sama na niej spoczęłam analizując jego słowa!Będę za 15 minut!Powtarzałam i...
-O kurwa!-krzyknęłam.-On będzie za 15 minut,a ja wyglądam jak zombie!
Zerwałam się z sofy i po biegłam do łazienki.Wzięłam szybki,zimny prysznic,by jednocześnie się od świerzyć,ale i nie zostać tam na zawsze!Na całe szczęście głowę myłam wczoraj,więc jest dobrze...chyba!Pół naga pobiegłam do mojego pokoju i i zaczęło się...W co ja się ubiorę!
-Ach,mogłam być zakonnicą!-mruknęłam po irytowana!
Stałam i stałam,ale jak spojrzałam na zegarek i było za 5,zrozumiałam że chyba już nie ma czasu.Pośpiesznie wyciągnęłam jakieś pierwsze lepsze,lecz wyglądające w połowie normalnie,ubrania!Włożyłam je w biegu,włosy szybko rozczesałam,rzęsy machnęłam w biegu i szybko przejechałam błyszczykiem po ustach.Zeszłam na dół,złapałam telefon ii została mi minuta!
-Haha!-prychnęłam i jeszcze chwilę pokręciłam się po salonie!Kręciłam się i kręciłam...tak w kółko,aż ktoś zapukał do drzwi!Złapałam telefon,klucze i pośpiesznie założyłam kurtkę,po czym jakby nigdy nic wyszłam z domu i omijając Hazzę poszłam w stronę jego samochodu!Odwróciłam się za siebie nie słysząc za sobą kroków.Spojrzałam na stojącego,wciąż pod moimi drzwiami Harry'ego i zaczęłam się śmiać!
-Chcesz abym tu zamarzła?!-powiedziałam udając oburzenie!
Na moje słowa Hazza w ułamku sekundy znalazł się przy mnie i otwierając mi drzwi,wskazał ręką bym siadła.Prychnęłam ponownie śmiechem i czekałam aż sam się wyroi i siądzie obok mnie.
-Przepraszam że tak wyskoczyłam..ale..!-powiedziałam jak tylko wsiadł.
-Spoko,nic się przecież nie stało.-powiedział patrząc w prost na mnie.
Spojrzałam w jego oczy i od razu przypomniała mi się moja "schiza"!Wzdrygnęłam się na myśl o niej  i nawet nie wiem kiedy,rzuciłam się z objęciami na Harry'ego.Co prawda lekko zdziwiony,lecz szybko oddał uścisk!Zaciągnęłam się jego zapachem i lekko pocałowałam go za uchem.
-Strasznie za tobą tęskniłam!-szepnęłam.
-Ja za tobą też!-powiedział uśmiechając się,po czym pocałował mnie w czoło i ruszył.
-Ej...a tak właściwie,to gdzie ty mnie wieziesz?-zapytałam.
-Zobaczysz!-zaśmiał się.





piątek, 3 maja 2013

Przepraszam..:D


(...) Z góry przepraszam za ten 20,choć bardziej za jego zakończenie!Chodzi o to,że po prostu mam minimalną wenę to 1!Po 2.Widziałam gorsze i lepsze blogi od mojego,ale na moim czytelników nie przybywa.Jestem bardzo wdzięczna tym wiernym,ale...!Tak ogółem,to muszę poprawić oceny...i muszę to pisać byście mieli zajęcie,ale to nie ma sensu,skoro mam jednego obserwującego i kilka komentarzy!Nawet nie mam co się tu rozwijać czy pisać o sobie..chodź nawet nie wiem poco!Boli mnie to,że tak czy siak staram się pisać długie rozdziały,a  i tak nic z tego nie mam!Wiem że nie jestem jakąś wybitną pisarką,ale widziałam gorsze blogi do tego z naprawdę krótkimi rozdzialami,a miały ponad 10 tyś wyświetleń i z 20 komentarzy!Nie wiem co mam dalej robić z tym blogiem!Nie wymagam od was dużo,ale postawcie się na moim miejscu!.A i jeszcze co do mojego pisania,to chodzi o to,że ja mam często fazy!Stąd mniej więcej budyń i różne dziwne pomysły!Obiecuję,że jeśli jego stan się jakoś polepszy będę dalej pisać tak jak pisałam.Ale od tego momentu..błagam nie było żadnej taczki i końca miłości!Będę pisać krótsze rozdziały i jak one będą wyglądały nie mam pojęcia!I wybaczcie mi...jeszcze raz!!! :D

Rozdział 20



 Kręciłam się bez celu po całej kuchni i nie wiedziałam w co ręce włożyć.Przez myśl przeleciało mi śniadanie....ale czy ja wiem!Po sporych namysłach postawiłam na....uwaga..TOSTY!Nie wiem czego,ale to była moja pierwsza myśl.Dziwnie mi było tak samej.Od kąt chłopcy mają próby,ja budzę się sama....już od 3 dni!Ale na szczęście dziś wieczorem jest koncert i mija samotność,mama nadzieję się kończy.Właśnie wykładałam sobie na talerz moje śniadanie,gdy...
                                                                -Aaaaa!-wrzasnęłam.
Byłam sama,a tu nagle czuję na sobie czyjeś ręce!Gdybym była w domu u chłopców,to to,by było logiczne że tu wszystko jest możliwe,ale byłam u siebie!
                                                                -Co drygasz!?-powiedział chłopak.
Jak poparzona odwróciłam się i na szczęście za moimi plecami ujrzałam Dawida i skręcającą się ze śmiechu Sel.Myślałam że tam zejdę!
                                                                -Czy was coś boli!?-krzyknęłam.
                                                                -Haha...może!-od powiedziała.-A z resztą dziś SHOW!-dodała uradowana.-Chyba nie zapomniałaś?-mówiła.-Chcieliśmy się upewnić z Dawidem,czy wszystko ok!
                                                                 -Żeby nie było,martwiliśmy się o ciebie!-mówił.-Nie odbierałaś telefonu przez.....nie wiem może 4 dni?-powiedział.
                                                                 -Więc chcemy wiedzieć,co było tego przyczyną!-wtrąciła.
Ja tylko uśmiechnęłam się szeroko i powróciłam do mojego śniadania.Nie patrząc na nic,wzięłam talerz i powędrowałam z nim na moją,jakże ukochaną sofę.Nawet się nie obejrzałam,kiedy stali na przeciwko mnie.Po czasie zaczęli patrzeć się na mnie bardzo dziwnie.
                                                                 -Iv..mów o co chodzi!-powiedziała Sel.
Ja zapchałam tylko buzię tostem i zaczęłam.
                                                                -Jestem z bdsnhl!-mówiłam.
                                                                -Co?-powiedział Dawid.
                                                                 -Jestem z Hadvnkfbh.-powiedziałam.
                                                                - Że co?-rzuciła głośniej Sel.
                                                                -Jestem z Harrym!-wrzasnęłam.
Spojrzałam na nich,a oni stali jak wryci!Każdy z nich wywalił oczy i otworzył buzię.Sama bym nie wiedziała jak zareagować,ale w tamtej chwili po prostu płakałam ze śmiechu.
                                                                 -Jak to jesteś z Harrym?-powiedziała Sel.
                                                                 -No po prostu!-od powiedziałam.
                                                                 -Ale jak?Skąd?Kiedy!-dziwił się.
                                                                 -Po ludzku!-uśmiechnęłam się.
Oni spojrzeli po sobie ze z dziwieniem!Śmieszyły mnie ich miny,ale i tak nie miałam zamiaru do tego wracać.
                                                                 -Ale Ivy,nie możesz tak!Opowiadaj!-mówiła z za ciekawieniem.
Skrzywiłam się lekko i po patrzyłam na nią.Naprawdę nie miałam na to Ochoty,niby to nic złego i nic takiego się nie wydarzyło.....Ale ja jednak nie chcę do  tego wracać!Staliśmy w ciszy,a Sel patrzyła na mnie z nadzieją i nie zrozumieniem.
                                                                -Nie chcesz mówić...rozumiem!-westchnął Dawid.-Ale chociaż potwierdź,że wszystko jest już tak,jak być powinno!-powiedział patrząc na mnie z powagą.
                                                                -Jest nawet lepiej!-mruknęłam i jak strzała poleciałam do kuchni.

                                                                            * * *

Gadaliśmy jeszcze z dobre pare godzin,gdy nagle każde z nas z orjętowało  iż koncert zbliża się wielkimi krokami.Choć z wielką nie chęcią,pożegnaliśmy się.Potocznie nie chciałam siedzieć sama,lecz czasem czy tego chciałamczy nie,musiałam a bardziej potrzebowałam.Pożegnałam każdego z nich i wróciłam do salonu.W domu było tak pusto i cicho,bez mojego skarba...że można było zwariować!Ale drugo stronnie,przecież jestem z nim 4 dni i to nawet nie,bo od kąd miał próby widywałam go tylko wieczorami.Podniosłam się z sofy i podeszłam do okna!Widok,nie ubłagalnie tonącego Londynu w śniegu,nie należał do najfajniejszych,gdyż nie nawiedziłam zimy,lecz był piękny!Stałam i w nie nagannej ciszy wpatrywałam się w okno...
                                                            -Muszę jechać do New Yorku!-krzyknęłam.
Sama nie wiem czego,ale moje głośne myślenie nie należy do kontrolowanych.Po za tym nie wiem skąd pojawił się ten pomysł,ale o dziwo miałam potrzebę by na to wpaść.Stałam i czułam się nawet dobrze,nurtowała,a już na pewno irytowała mnie ta cisza!Nagle zrobiło mi się strasznie słabo.Pomyślałam że to nic takiego i że to tylko chwilowe,ale gdy tylko spróbowałam podejść do sofy..ugh!Nawet nie wiem kiedy,lecz w ułamku sekundy złapałam mocno zasłonę.Z chwili na chwilę,uczucie strachu i nie pewności wzrastało.Ścisnęłam ją mocniej,nie do puszczałam do siebie możliwości utraty panowania nad sobą i swoim strachem!Byłam przerażona,choć sama nie wiem czym?Ściskałam ją tak mocno,że moje palce pobielały!Stałam bez ruchu i czułam się jakby ktoś lub bardziej i prędzej coś,Zamaną było!Byłam sparalirzowana,po chwili nawet mój oddech stał się szybszy i cięższy.Nie mogłam nad sobą panować.Nerwowo przegryzłam wargę  ii i i...
                                                       -Kurwa!-wrzasnęłam.
Z tego całego paralirzu wyrwały mnie czyjeś ręce,które zachłannie ujmowały mnie w talii!Krzyknęłam,po czym napięcie się odwróciłam.
                     -Masz szczęście!-warknęłam.-Chcesz abym zeszła!-powiedziałam.
                     -Boże słońce!-tłumaczył się.-Chciałem cię zobaczyć...
                     -Po jaką cholere!-mówiłam rozstrzęsiona.
                     -Bo się stęskniłem!-powiedział smutno.-Myślałem że się ucieszysz.
Spojrzałam na niego znacząco i pokręciłam głową.Z nim można zwariować....ach!
                     -No chodź tu!-powiedział przyciągając mnie do siebie jednym,silnym jak i sprytnym ruchem!Nawet się nie obejżałam,kiedy tonęłam w jego objęciach.Uśmiechnęłam się sama do siebie,dziękując tym z góry że mam tego debila przy sobie!
                     -Przepraszam.-powiedział.-Nie chciałem cię przestraszyć.-mruknął.
Ponownie pokręciłam głową i jeszcze mocniej się w niego wtuliłam.Tak strasznie mi go brakowało!
                     -Wiesz?Jednak dobrze że tu jesteś!-powiedziałam.
                     -Tak/-powiedział zdziwiony.
                     -Mhm.-pokiwałam głową.-Bo gdyby nie ty,kto by mnie teraz pocałował?-mruknęłam.
Hazz spojrzał na mnie tajemniczo,analizując moje słowa.Po chwili zadziornie się uśmiechną i wpił w moje wargi!Mmm jego usta były takie miłe i ciepłe.Brakowało mi tego!W pewnym momencie poczułam jego dłonie na moich pośladkach,momentalnie się zaśmiałam,gdyż wytrzymał dłużej niż zakładałam!Powoli opuszczałam jego wargi,spoglądając na jego uśmiech.Nic z nim nie mogło się równać,był wspaniały.
                     -Wiesz,nie żeby coś,ale czy ty nie masz przypadkiem koncertu?-zapytałam.
                     -No mam,ale to dopiero za 2 godziny!-od powiedział.-Przecież my też musimy odpoczywać.Mogłem tam siedzieć,lub nad zwyczajniej w świecie,przejechać się do ciebie!-mówił.-I jak widać,wybrałem tą bardziej kuszącą drogę!-zaśmiał się.
                      -Powiadasz iż mamy 2 godziny!-powiedziałam z zadziornym uśmiechem.
Harry łobuzersko się zaśmiał,przyciągając mnie do siebie i jeszcze mocniej przyciskając.Zaśmiałam się.
                      -Kontynuuj!-mrukną.
                      -Więc może byśmy...-mówiłam.
                      -Może byśmy co?-powiedział wodząc ustami po mej szyi.
                      -Może byśmy się czegoś napili!-zaśmiałam się,po czym jakby nigdy nic,wyrwałam się i pobiegłam do kuchni.
                      -Jesteś niemożliwa!-krzyknął z salonu.
Ja tylko prychnęłam śmiechem i zaczęłam przygotowywać herbatę.Nawet nie wiem kiedy,lecz dosłownie w sekundzie znalazłam się na blacie.Spojrzałam szybko w górę i ujrzałam rozbawionego Hazzę.Pokręciłam tylko głową,dając sobie do zrozumienia,że w tych sprawach on nie od puszcza.Po chwili Harry zaczął mnie całołować,schodząc niżej.Powoli jego pocałunki zaczęły stawać się coraz bardziej zachłanę,a on małymi kroczkami zaczął pozbywać się mojej bluzki.Wtedy zrozumiałam że nie żartuje.
                      -Harry!-odezwałam się.
                      -Hmmm!-od powiedział,wciąż nie odrywając ust od mojej klatki piersiowej.
                      -Naprawdę masz zamiar robić to tu i teraz?-zapytałam.
                      -Z tobą,mogę robić to wszędzie.-mruknął.|
                      -Ale ja mówię poważnie.-powiedziałam.
Harry,co prawda dość nie chętnie,lecz oderwał się ode mnie i spojrzał lekko zdziwiony.
                      -Do kogo masz teraz pretensje?-powiedział poważnie,co lekko mnie zdziwiło.-Hmmm?Ja chciałem to robić w salonie,tam bynajmniej była sofa..stolik,a nawet podłoga!A ty nie,wolałaś się zemknął podroczyć,więc teraz sobie radź!-powiedział po czym z powrotem się do mnie przyssał.Szczerze?To nawet mi ulżyło że chodzi mu tylko o to!Zaśmiałam się,po czym podjęłam kolejną próbę wyratowania się.
                      -Sądzisz że dasz rade zrobić to tu!-powiedziałam,a lekko zmieszany Hazz oderwał się ode mnie i dziwnie spojrzał.-No w sensie że na blacie.-powiedziałam ironicznie.
                      -Słonko,nie wierzysz w moje możliwości!?-zapytał z uśmieszkiem dodając.-A z resztą zaraz się przekonamy czy dam.
Zaśmiałam się lekko,a w tym czasie Harry powoli zaczął pozbywać się naszej garderoby.Bawiło mnie to wszystko,choć nie wiem czego!W pewnej chwili,zaczęłam poddawać się atmosferze.Harry zaczną powoli dobierać się do naszej dolnej części bielizny...gdy!
                      -Hej Ivy!Bo skoro mamy ten koncert,to pomyślałam że mogłabyś mi pomóc!Oczywiście jeśli masz czas,bo ja bym nie chciała ci...-powiedziała przechodząc przez cały dom,aż dotarłam do kuchni.-...przerwać!-dokończyła.
Harry spojrzał na nią,tak jak ja.Gdy patrzyłam na jej minę i na minę lekko rumieniącego się Hazzy...po prostu nie wytrzymałam!
                      -Hahah!-zaczęłam.
Teraz ich oczy skierowały się bezpośrednio na mnie.Ja tylko spojrzałam na Sel,która szybko powiedziała,że poczeka u mnie w pokoju..jeśli może,ja szybko kiwnęłam jej głową na tak.Nawet się nie obejrzałam kiedy zniknęła.
                     -Haha,a ty co się zarumieniłeś!?-zapytałam rozbawiona,patrząc na tonącego w rumieńcach Hazzę.
                     -Ja..co..nie!-od powiedział.
                     -No przecież to nie moi rodzice!-szturchnęłam go na pocieszenie.
                     -No ale oni kiedyś i tak mnie widzieli z tobą!-spojrzałam na niego z przerażeniem.-No wtedy,jak jechaliśmy do LA!-powiedział,a ja wręcz odetchnęłam.
Spojrzałam na niego i na tą całą sytuację,analizując jego słowa!Uderzyłam się w czoło kręcąc głową.
                     -Boże Harry!-on tylko zachichotał.
Po chwili każde z nas się poprawiło i staliśmy przy drzwiach wyjściowych.
                    -To pa!Trzymam za was kciuki!-uśmiechnęłam się machając rękoma.
Hazza tylko się zaśmiał i całując mnie odszedł.Patrzyłam jeszcze chwilę jak idzie i popędziłam do,chyba lekko zakłopotanej Sel!

                                                                         * * *
(...)Wciąż nie byłam pewna czy na pewno mam iść w tym,w czym to sobie zaplanowałam.Po na myślę postanowiłam ponownie obejrzeć moją garderobę...nie było źle!Ale to nie pocieszało.Sama się pogubiłam!Niby to nic takiego,bo nie idziemy tam jak jakieś vipy,tylko jako zwykła widownia.Hazz nic nie wiedział że tam będę.Drugostronnie,przecież to tylko koncert...więc po co się stroić?Ale pozostaje jeszcze parę stron,które mówią jasno!"To twój chłopak","On jest sławny!Nie rób przypału.","Spójrz jak inne się ubierają","Czy to tylko koncert czy nie,to to jest twój chłopak!Po 1.Chcesz mu zrobić niespodziankę.Po 2.On jest sławny","Umawiał się z ładniejszymi i lepszymi od ciebie,a ty chcesz założyć coś zwykłego i prostego?".Słuchając samej siebie i moich obaw...boże!Ale były też plusy!"Przecież on ciebie wybrał","Wie jaka jesteś".Co do kwesti takich wypadów poszłam po mamie,ona nienawidzi,nienawidziła i nienawidzić będzie,okazje przy których trzeba się stroić!To straszne mieć tyle obaw z powodu jednego głupiego koncertu...ale widocznie nie aż tak głupiego,skoro się tym aż tak przejmuję!Siadłam w mojej garderobie i rzucając moimi butami zaczęłam coś krzyczeć!
                        -Jesteś psychiczna...wiesz?-zapytała z sarkazmem,od razu pokiwałam głową.-Iv..nie ma czasu,mu.....-urwała.

Wyszła nawet nie wiem gdzie,gdy nagle usłyszałam muzykę,odbiegającą zza drzwi.Haha,to zabawne.Sel wcale nie znamy się tak długo,a ona już wie co może mi pomóc!Zerwałam się z podłogi i zaczęłam!W tym momencie na nic nie zwracałam uwagi!Byłam tylko "ja" i moja "garderoba",żadnych obaw!Rzucałam ubraniami,na lewo i prawo.Mimo iż rozwalałam sobie garderobę..którą sępiłam od rodziców od kąd pamiętam,to i tak wiedziałam,że wyciągnę z niej coś,co nie będzie powalało,ale też nie będzie wyglądało jak pierwsze lepsze!Chodź z wielkim trudem i nie chęcią wybrałam to:
Do tego upięłam moje rude włosy,w luźnego wysokiego koka.Sama nie wiem czy to dobry wybór,ale...!Nie jest to eleganckie,ale też nie jest jakieś zbyt...nie takie.Długo nad nim myślałam.Czy jest odpowiedni?Czy aby na pewno ten?Czy wszystko do siebie pasuje?Ale drugostronnie jest on inny od innych,tak
sądzę!Pośród tych wszystkich rozwrzeszczanych tłumów..trzeba się jakoś wyróżniać.A z resztą idę tam się zabawić,a nie stać i piszczeć...;D!Choć gdybym nie znała chłopców to może...współczułabym tym,któż by mnie musieli słuchać.Gdybym ich zobaczyła nie znając ich,to pierwsze co by było,to uczucie jakby ktoś mnie uderzył.Bezdech,szczękościśk i śmiech...nie wykluczam łez.Nie wiem czemu,ale śmiech to moja reakcja,na nowe,obce i na to na czym mi zależy!
Po moich wielkich przemyśleniach w garderobie,zbiegłam do salonu,sprawdzić czy Sel jest gotowa.Zeszłam szybko na dół,a na dole był już również Dawid!
 -To coooo...PARTY HARD!?-rzuciłam wesoła.
-Haha!Boże przemierzyłaś całą szafę i masz to?-powiedziała zdziwiona.
-Co ty chcesz?Wygląda pięknie!-powiedział.
-No dziękuję!-powiedziałam całując go w policzek,a Dawid jedynie się zaśmiał.
-Przecież mi nie o to chodziło!-broniła się.
-Aha!-mówił.
-Dobra nie ważne!-zakończyłam.-Ale szczerze!?Czy to wygląda aż tak źle?-zapytałam nie pewnie.
-Żartujesz?-od powiedziała.-Chodziło mi o to,że siedziałaś w tej swojej szafie z dobrą godzinę,a założyłaś coś co można by było znaleźć/kompletować w 10 minut!-mówiła.
Wraz z Dawidem wywróciliśmy oczami,po czym każde z nas się ubrało i ruszyliśmy na PARTY HARD...mam nadzieję!

                                                                  * * *
 -Boże!Czy one,no nie wiem...mogą się zamknąć?!-warknęłam.
 -Ej!One zaraz spęłniął swoje marzenia!-powiedziała wyrozumiale Sel.
 -Ugh..!-sapnęłam.
 -Z resztą,co ty taka cienta?-zapytała po chwili.
 -Ja..no.Hmmm nie wiem.-powiedziałam.
Sel i Dawid spojrzeli na mnie i na siebie i tak z 3 razy.Nie wiem o co im chodziło,a to jak się zachowywali,można by rzec z irytowało mnie!Spojrzałam na nich wilczym wzrokiem,a oni dalej to samo!
 -No co?-powiedziałam rozdrażniona ich zachowaniem.
Oni nic nie opowiedzieli!Ponowni wymienili się spojrzeniami i tym razem znacząco do siebie uśmiechnęli.
-Czekam!-rzuciłam.
-OKRES!-krzyknęli równocześnie.
Na ich słowa zareagowało sporo osób,które zmierzyły mnie wzrokiem,na co Dawid i Sel prychnęli śmiechem.Myślałam że ich...ugh!Na szczęście szybko nas wpuścili na arenę.Musze że była spora!Zajęliśmy przeznaczone nam miejsca i rozkoszowaliśmy się ciszą...która trwała,5 minut!Nawet nie wiem kiedy,lecz arena wypełniła się piszczącym tłumem...jak mniemam ludzi!Gdy każdy zajął swoje miejsce,piski stały się coraz głośniejsze.Myślałam że mi bania eksploduje,wcale się nie dziwie że Louis głuchnie!Directioner są wspaniałe i jestem częścią nich,tak samo jak Beliebers.Ale te piski i wrzaski...Chryste!Na szczęście zaczęło się odliczanie...i było coraz głośniej,ale dzięki temu pod chwyciliśmy atmosferę!
-5,4,3,3,1,0....ałłłłłłł!-darłam się jak one.
Pomijając piski było super...co najbardziej mnie zdziwiło?To że Harry mnie zobaczył pod koniec występu,a każde słowo które śpiewał..kierował do mnie!Cóż mogłabym się rozpisywać,co się działo,ale....!Chyba każda przeciętna directioners,wie jak się zaczynają,a tym bardziej jak się rozkręcają i kończą ich koncerty!
Czas naprawdę szybko miną,ale to chyba dlatego że świetnie się bawiliśmy!Ja cały czas tańczyłam i darłam się każde słowo najgłośniej jak mogłam.Dziewczyny wokół mnie,płakały,piszczały i bawiły się tak jak ja i Sel.Choć co prawda,na samym początku sama się darła i szeptała mi że nie może w to uwierzyć!Haha ja tych wariatów prawie że na co dzień...więc dla odmiany pomęczyć ich swoim piskiem,to dla mnie kwintesencja.Gdy chłopcy tylko zeszli ze sceny,dość smutne,lecz jednocześnie wciąż w tej atmosferze directioner zaczęły,dość powoli opuszczać halę!Co prawda dosyć nie chętnie,zaczęliśmy iść w ich ślady..gdy
-Panno Ivy!-powiedział męski głos.
-Tak.-odwróciłam się,zauważając tym samym jednego z ochroniarzy.
-Zapraszam.-powiedział uchylając bramkę.
Złapałam Sel i Dawida i poszliśmy za tzn:"Kulisy".Szliśmy dość szybko,dopóki nie zatrzymaliśmy się pod garderobą!Chciałam się o coś zapytać,lecz nasz ochroniarz zniknął.Przeklęłam go w myślach i opierając się o ścianę fuknęłam i czekałam na dalszy ciąg mej przygody!Nie spodziewani,wyrwał mnie z mojego transu znany głos...Niall.
-Drodzy Panie i Panowie!-zaczął.
-Drodzy Panie...Hahaa!-zaczął śmiać się Louis.-Naprawdę Niall,naprawdę?
-Haha tak!-powiedział z uśmiechem.
-Akhm!Ekhm!-zaczęłam kaszleć...lecz nikt nie zwrócił na mnie uwagi.-Kaszlam!-krzyknęłam.
W ułamku sekundy wszystkie oczy zostały na mnie skierowane."Jej",powiedziałam sobie w myślach.
-Ivy!-powiedział uradowany Harry.-Myślałem że pojechałaś do domu!-zaczął.
-Nie zostawiłabym cię w tym zoo!-zaśmiałam się.
-Och proszę!-zaczął Lou.-Lepiej powiedzcie jak podobał się koncert.-zapytał i każdy zaczął się w nas wpatrywać.
-Było s....-zaczął.
-Było zajebiście!-zakończyła za niego.
Zaśmialiśmy się,a Dawid podniósł ręce w obronnym geście,co jeszcze bardziej zmusiło mnie do śmiechu.
-A tobie!-zapytał Liam.
-Normalnie wewnętrzny orgazm!-wyraziłam to skrótem.
Chłopcy wywalili na mnie oczy i nie wiedzieli czy mają się śmieć,czy raczej płakać...lub najlepiej wszystko naraz!
-Faza!-obronił mnie Dawid.-To i tak lepsze od tego przed koncertem!-dodał,a każdy spojrzał na niego nie zrozumiale.-Warczała na każdego i rzucała spojrzenia,godne mordu!-na ich twarzach,malowało się oświecenie.
Każdy z nich spojrzał po sobie,po czym jednocześnie się uśmiechnęli!Oni też!?No pewnie,czemu by nie?
-OKRES!-powiedzieli jednogłośnie.
Dawid i Sel prychnęli śmiechem,a ja sarka stycznie im za to podziękowałam!Chłopcy niestety nas dosyć szybko opuścili i poszli się przebrać.Dawid i Sel postanowili poczekać na dworze,więc pod ich garderobą zostałam tylko ja!Zaczęłam chodzić w te i z powrotem,do póki ktoś mnie nie chwycił za dłoń.Odwrócił mnie w swoją stronę i musną moje usta!Czasem mnie dziwi to,jak bardzo mu się nudzi!
-Wyglądasz pięknie!-powiedział odgarniając mi włos.
-Do prawdy?-powiedziałam rozbawiona.
-Mhmmm!-odparł.-Ivy,dlaczego przyszłaś?-powiedział po chwili.
Nie powiem,dość zdziwiło mnie jego pytanie.Szybko je powtórzyłam i lekko zmieszana spojrzałam na niego z nie zrozumieniem.
-Posłuchaj.Nie powiem,ta wizyta była bardzo miła!Ale...przecież niedawno st...-nie dokończył.
-Jejku Harry,zdarzyło się raz na 100 lat,a ty tak dramatyzujesz!-od powiedziałam szybko.
-Nie!-szybko zaprzeczył.-Nic nie było w stanie cię rozbudzić,miałaś gorączkę,która momentalnie przeszła!-opowiadał.-Bałem się!-dodał troskliwie.
-Wiem ale..czy to ważne?-zapytałam zrezygnowana.
-No nie,ale..-zaczął.
Spojrzałam na niego,by już dał spokój!Naprawdę nie chciałam tego słuchać,nie chciałam tym bardziej przypominać sobie o Damianie.Ten wieczór miał być od skocznią i nie chcę by to się zmieniło!Harry spojrzał na mnie ostatni raz na mnie,ze spojrzeniem mówiącym "Na pewno wszystko dobrze?".Nie zareagowałam.
-Kocham cię!-powiedział patrząc mi prosto w oczy.
-Też cię kocham!-od parłam,po czym musnęłam jego wargi!


WIECIE NAGLE WIELKI PECH ROZJECHAŁA ICH TACZKA I ICH MIŁOŚĆ SIĘ SKOŃCZYŁA!!!CÓŻ PESZEK!